Jak przetrwać upały

5 porad dietetycznych

Europejski Kodeks Walki z Rakiem

Co zrobić aby zapobiegać nowotworom?

Jak jeść mniej słodyczy

Top 5 sprawdzonych sztuczek

Serek topiony

Czy rzeczywiście bez konserwantów?

wtorek, 10 lutego 2015

Jak zacząć jeść to, czego nie lubisz

jak zacząć jeść to, czego nie lubięNawet nie wiesz ile razy słyszałam tekst: "Nie zjem tego, nie lubię". Dzięki dalszemu dopytywaniu, można się dowiedzieć że osoba ta albo nigdy nie jadła danego produktu albo jadła raz jakieś 10 lat temu i jej nie smakowało. W tym momencie zawsze opadają mi ręce. Jeszcze pół biedy jeśli taka osoba nie lubi np. marchewki, ale wszystkie inne warzywa wcina z przyjemnością. Wtedy - ok, nie ma problemu. Gorzej jeśli oprócz marchewki szerokim łukiem omija też pomidory, ogórki, sałatę, dynię, paprykę, cukinię i wszystko inne co nazywane jest warzywem (lepiej w takim wypadku przemilczeć fakt, że jej ukochany arbuz to też warzywo...). Wtedy już jest problem i to poważny. 

Oglądałam jakiś czas temu jeden z programów o wychowywaniu niegrzecznych dzieci z pomocą niani z nadludzkimi zdolnościami (nie pytaj dlaczego to oglądałam, sama przecież jeszcze nie dorobiłam się nieletnich mieszkańców mojego domu). Było tam dziecko które żywiło się WYŁĄCZNIE frytkami i ketchupem. No dobrze, coś tam jeszcze piło, ale z jedzenie nie było nic więcej. Wydaje Ci się to szokujące? Że niby jak można tak żywić dziecko? Jak widać można....
Jednak nie powinno się tak robić, ani w stosunku do dzieci, ani dorosłych. Każdy z nas potrzebuje zbilansowanej diety, zawierające warzywa, owoce, przetwory mleczne, mięso, ryby i produkty zbożowe. Jeśli przez dłuższy czas będziemy się odżywiać produktami tylko z jednej z tych grup, nasz organizm w pewnym momencie powie STOP. Zaczną szwankować nerki, mózg, żołądek i co tam jeszcze będzie po drodze.

Nie martw się, jeśli nie lubisz tylko niektórych produktów, o ile zastępujesz je innymi o podobnych właściwościach dla organizmu. Jeśli jednak od lat nie miałeś w ustach warzyw czy  nabiału, koniecznie czytaj dalej. Spróbuję Cię przekonać, że da się to zmienić. 

warzywaTo, że coś lubimy to wbrew pozorom nie jest nasz wybór, to kwestia przyzwyczajenia. Jeśli Twoja mama zawsze gotuję pomidorową na koncentracie pomidorowym, a Ty od kilkudziesięciu lat jesz tą zupę ze smakiem, możesz nie polubić smaku takiej samej potrawy, ale gotowanej na świeżych pomidorach. Nie oznacz to że ta druga zupa jest gorsza, po prostu jest inna niż ta do której jesteś przyzwyczajony. Zastanów się, czy spotkała Cię kiedyś taka sytuacja? Twoje ulubione danie przyrządzone przez kogoś innego niż zazwyczaj Ci nie smakowało? Gwarantuję Ci, że gdybyś całe życie jadł na obiad pomidorową ze świeżych pomidorów, ta ze słoiczka byłaby niejadalna.

Tak samo jest z każdym pojedynczym produktem spożywczym. Niemowlaki od urodzenia karmione są słodkim mlekiem. Nie znają innego smaku. Dopiero rodzice, po pewnym czasie zaczynają wprowadzać do jego diety kolejne smaki. Niestety często nieumiejętnie. Po co np. dosalać przygotowywane dla maluszka papki? Żeby były smaczne? Skoro dziecko zna tylko słodki smak, to czemu słodka, rozgotowana marchewka ma mu nie smakować? Jego mamie, owszem, może wydawać się niesmaczna, ale dziecko na pewno zje z przyjemnością. A jeśli damy mu rosół z pietruszki, selera i piersi z kurczaka? To przecież nie jest już słodkie. I właśnie w tym momencie wielu rodziców popełnia błąd. To, że dziecku jakaś potrawa czy produkt nie smakuję za pierwszym razem, nie oznacza, że nie będzie jej lubił przez całe życie. Dlaczego o tym mówię? Bo chcę Ci uzmysłowić, że polubienie nowych produktów spożywczych nie jest wcale tak trudne jak Ci się wydaje. Jesteś jak to małe dziecko, które musi się nauczyć, że coś lubi. Ty masz o tyle lepiej, że sam decydujesz co jesz! Biedne dziecko nie ma takiego luksusu.


A więc, co zrobić? 


1. Żeby coś polubić musisz tego spróbować wielokrotnie.

kalendarz
Nie raz czy dwa, nawet nie 5 razy. Według badań naukowych przeciętnie człowiek potrzebuje 7 prób aby polubić coś, czego wcześniej nie był w stanie jeść. Możesz próbować jedzenia w różnej formie, np. pestki dyni które są świetnym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych, możesz kupić łuskane albo w skorupach, możesz sama je uprażyć po wydrążeniu z dyni, możesz jeść je jako przekąskę albo dodać do surówki czy zupy. Tak samo powinieneś robić z każdym innym produktem spożywczym który próbujesz wprowadzić do swojej diety.

Inne badania mówią, że aby wyrobić w sobie nawyk, należy daną czynność powtarzać codziennie przez 21 dni. Jeśli np. chcesz wypijać szklankę wody codziennie rano, przez 3 tygodnie musisz o tym pamiętać i pilnować się, żeby to robić. Ale po tym okresie wejdzie Ci to w krew. Codziennie rano, podświadomie, tak samo jak sprawdzasz odruchowo która jest godzina po przebudzeniu, tak samo odruchowo jak tylko wstaniesz z łóżka pójdziesz do kuchni i wypijesz wodę. Nie będziesz o tym myśleć, po prostu stanie się to naturalne.

Równie dobrym sposobem jest poproszenie o pomoc bliskiej Ci osoby. Weźmy np. marchewkę. Możesz poprosić mamę, męża/żonę czy kto tam ma możliwość gotowania dla Ciebie, żeby przemycał do potraw to warzywo nie mówiąc Ci o tym. Może oczywiście zrobić zupę marchewkową, ale też mniej oczywiste potrawy. Marchewkę można dorzucić do gotowanych warzyw na obiad, do surówki czy sałatki na kolację, do każdego dania z mięsem, jest ona w wielu potrawach z kuchni azjatyckiej. Na początku niech będą to niewielkie ilości, jest szansa że nawet ich nie zauważysz! Później można zwiększać jej porcję.

Sama sprawdziłam na sobie tą metodę, chociaż w moim przypadku chodziło o cebulę. Nie, że jej nie lubiłam, mogłam ją zjeść, ale w bardzo małych ilościach. Jeśli w potrawie było jej za dużo, zawsze wybierałam jej kawałeczki i zostawiałam niezjedzone. Zmieniło się to kiedy zaczęłam gotować wspólnie z moim Narzeczonym. Żeby zrozumieć jak wielkim on jest fanatykiem cebuli powiem Ci jak wygląda u niego jajecznica - 2 jajka i 4 cebule. Nie, wcale nie wyolbrzymiam. Na początku naszej znajomości wybierałam cebulę z większości dań które gotowaliśmy, zostawiałam tylko jej część. Z biegiem czasu zjadałam jej coraz więcej i więcej, a teraz nie wyobrażam sobie sosu do spaghetti bez przynajmniej 2 cebul na garnuszek. Dlaczego Ci to mówię? Bo nie zauważyłam u siebie tego procesu, do póki ktoś inny nie zwrócił mi uwagi, że w przygotowanym przeze mnie sosie pomidorowym jest więcej cebuli niż pomidorów.




2. Baw się jedzeniem 

Niszczę Ci dzieciństwo, bo mama zawsze powtarzała, żeby się nie bawić jedzeniem? Wybacz, ale to też działa. Poszukaj nowych przepisów na dania ze składnikiem którego nie jadasz. Wybierz się do sklepu i z dużo większą uwagą niż zwykle zrób zakupy. Przeczytaj składy, obejrzyj z każdej strony, dotknij, powąchaj i wybierz ten egzemplarz produktu który Ci się najbardziej podoba. Zacznij gotować i postaraj się tym cieszyć. Możesz np. włączyć ulubioną muzykę czy gotować z bliską osobą. Kiedy potrawa będzie już gotowa przygotuj ucztę. Na stole połóż świąteczny obrus, wyjmij z szafki ładne talerze, zapal świeczki na stole. I dopiero w takiej atmosferze spróbuj dania. Skoro tyle wysiłku i pracy zajęło Ci przygotowanie tego wszystkiego, to teraz miałabyś to wyrzuć do kosza?

ładna zastawa stołowa

Możesz też spróbować jedzenia w innym miejscu niż dom. W restauracji zamówić potrawę która zawiera nielubiany przez Ciebie składnik. Możesz zorganizować piknik w ogródku czy parku, zjeść na plaży czy dachu wieżowca. Najlepiej w miłym towarzystwie, żebyś cały czas czuł się komfortowo i miał obok kogoś kto Cię wspiera.





3. Uśmiechaj się

Co to ma do jedzenia? Już tłumaczę. Nasz mózg, chociaż jest jednym z najlepiej wykształconych i najbardziej skomplikowanych organów w naszym ciele, bardzo łatwo jest go oszukać. Wystarczy, że się uśmiechniesz, nawet jeśli będzie to sztucznie i całkowicie świadomie wywołany przez Ciebie uśmiech, Twój mózg uwierzy, że jesteś szczęśliwy. Jak to możliwe? Zarówno podczas prawdziwego uśmiechu jak i tego sztucznego, w naszym organizmie wydzielane są te same hormony, na które reaguje mózg. Może Ci się wydawać, że skoro uśmiechasz się świadomi, Twój mózg - odpowiedzialny przecież za myślenie - pozna różnicę. Jednak hormony są dla niego ważniejsze, niż to co myślisz.
uśmiech
Tą sztuczkę możesz wykorzystać kiedy masz zły humor, ale równie dobrze sprawdzi się gdy chcesz spróbować nowej potrawy. Nigdy nie rób tego gdy jesteś zły czy rozdrażniony. Musisz wprowadzić się w dobry humor. Obejrzyj śmieszny serial czy porozmawiaj ze znajomym. Następnie, bezpośrednio przed i po spróbowaniu nowego produktu, uśmiechnij się. Sztucznie czy prawdziwie, nie ma różnicy. Ważne żebyś się uśmiechnął! Po spróbowaniu, pomyśl też albo powiedz na głos, że dany produkt Ci smakował. Tak, pewnie będzie to kłamstwo, ale Twój mózg i tak zapamięta, że byłeś szczęśliwy jedząc tą smakowicie wyglądającą cukinię czy jabłko. Będzie Ci więc łatwiej podejść do zjedzenia tego produktu następnym razem.





Ps. Piszę ten post podgryzając z małej miseczki pestki dyni do których próbuję się przekonać. Trzymaj kciuki, żeby mi się udało i daj znać jeśli i Ty przekonałeś się do spróbowania czegoś nowego.

niedziela, 1 lutego 2015

Idziemy na zakupy - soki i napoje

Dorosły człowiek powinien wypijać ok 2 litrów płynów dziennie. Wielu z Was pewnie o tym doskonale wie, części może nawet się to udaje. Ale kiedy idziemy do sklepu z chęcią kupienia czegoś do picia stajemy przed ogromnym wyborem. Mamy do dyspozycji soki, napoje gazowane, wodę, a to wszystko jeszcze o różnych smakach, cenach i od różnych producentów. Co wybrać? I jak się nie zgubić w tym wszystkim?
sok owocowy

SOKI OWOCOWE I WARZYWNE

W teorii jest to płyn wyciśnięty z owoców, czyli zdrowo i witaminowo. A w praktyce? No cóż, bywa różnie, szczególnie że na sklepowych półkach z napisem soki, stoją 3 rodzaje napojów - soki, nektary i napoje owocowe. Niestety statystyczny konsument traktuje je równoważnie. 

Pierwszy i najlepszy rodzaj to właśnie soki owocowe. Składają się one tylko i wyłącznie z soku wyciśniętego z owoców bądź warzyw i niczego więcej. Nie ma tam cukru, barwników, aromatów. Jeśli producent pisze na kartonie że jest to sok - nie ma prawa znaleźć się tam nic więcej niż sok.
Oczywiście tak jak przy sokach klarownych (jak np. jabłkowy), bo do soków mętnych (np. pomarańczowy) można dodać jeszcze tzw. miazgę owocową czyli drobniutkie cząstki owoców które zostały w procesie produkcji soku w owocu a nie w płynie. Ale nadal wszystko jest naturalne.

Soki są wiec najzdrowsze z tej kategorii. Jednak szklanka soku NIE JEST równoznaczna z owocem, wbrew reklamom niektórych producentów. Sok nie zawiera bowiem prawie w ogóle błonnika, w który bogate są owoce oraz ze względu na wszystkie procesy obróbki jakie przeszedł zanim trafił na półki w sklepie, zawiera dużo mniej witamin. Przykładowo 1 pomarańcza zawiera 4,8 g błonnika i 122 mg witaminy C i 82,5 mg wapnia, a szklanka soku pomarańczowego 0,3 g błonnika i 107 mg witaminy C i 20 mg wapnia! Duża różnica, prawda? Trzeba też pamiętać o tym że soki też mają kalorie. Wiele osób myśli, że skoro jest to płyn, to może go pić w monstrualnych ilościach. 1 szklanka soku pomarańczowego to 107 kcal. Owszem, nie jest to dużo, ale jeśli taką szklankę wypijemy do każdego z 5 posiłków w ciągu dnia są to już dodatkowe 535 kcal, czyli tak na prawdę cały dodatkowy posiłek.

Jednak jeśli mamy ochotę na coś słodkiego do picia, soki są najlepszym wyborem. Nie zawierają konserwantów ani dodatkowego cukru, są za to smaczne i zdrowe.

Jeszcze jedna ciekawostka - soki wyprodukowane z zagęszczonego soku owocowego też są dobre. Po porostu producentom bardziej się opłaca odparować wodę z soku przed jego transportem, a potem w kolejnym procesie ją dolać, niż przewozić hektolitry napojów, bo przecież za każdą dodatkową cysternę trzeba płacić...

Kolejna grupa to nektary owocowe. Są to napoje wyprodukowane z przecierów owocowych (czyli wszystkich części jadalnych owoców/warzyw) lub soków z owoców rozcieńczone wodą. Ale niestety z dodatkiem środków słodzących, kwasów spożywczych i innych substancji chemicznych. Mają więc dużo więcej cukrów niż soki, a co za tym idzie również więcej kcal. Zawartość soku owocowego w nektarach jest różna, trzeba więc czytać informacje na opakowaniach. Jeden z głównych producentów do swojego nektaru dodał tylko 25% soku z czarnych porzeczek, a reszta to woda, substancje słodzące i aromat, bo przecież 1 szklanka soku w cały kartonie to trochę mało. Dla porównania szklanka nektaru porzeczkowego to 112 kacl i 27,5g węglowodanów, a szklanka porzeczek to 42 kcal i 18g węglowodanów.

Napoje owocowe to już kompletne dno, ładnie mówiąc. Jest to głównie woda z cukrem i odrobiną soku z owoców. Nie wiem kto ani dlaczego wymyślił, żeby stawiać je na równi z sokami. Mają bardzo mało właściwości odżywczych, za to dużo cukru i sztucznych dodatków jak aromaty i barwniki bo przecież łyżka soku w litrze napoju nie da ani odpowiedniego smaku ani zapach ani nawet koloru. A że te chemiczne środku są tańsze niż owoce, to wiele osób z braku wiedzy truje się nimi, zamiast kupić zwykły sok.



napoje gazowane

NAPOJE GAZOWANE

Typu cola, fanta, sprite i wszystkie inne "pyszności"  bez których przeciętna polska rodzina nie wyobraża sobie niedzielnego obiadu (jak przekonuje nas reklama jednego z producentów). Co tak naprawdę się w nich kryje? W zasadzie to nic. Jestem woda, substancje słodzące i aromaty. Żadnych wartości odżywczych!
Racja, w pomarańczowych napojach gazowanych jest przeważnie też sok pomarańczowy. Owszem, ale nie wiem czy 2 łyżki soku na 1 litr napoju dużo wnoszą...
Wszystkie napoje gazowane wypijane w dużych ilościach mogą wywoływać nieprzyjemne wzdęcia, a u osób wrażliwych nawet niewielka ilość bąbelków może mieć skutki uboczne. Kwas fosforowy osłabia nasze kości i zęby, a barwinki E150d może powodować skurcze mięśni i nadpobudliwość. Guma guar używana jako zagęstnik może powodować wzdęcia i alergie. Warto również pamiętać że w napojach typu cola jest kofeina. Jeśli jesteś zdrowym, dorosłym człowiekiem nie ma problemu. Gorzej u ludzi z nadciśnieniem którzy mogą ją spożyć nieświadomie i jeszcze bardziej podwyższyć sobie tętno. Dla dzieci jest szczególnie niewskazana, w ogóle nie powinny jej przecież spożywać ( nie dasz przecież kawy 10-latkowi, prawda? ). W połączeniu z dużą dawką cukru gwałtownie pobudzają dziecko, które w niedługim czasie po wypiciu takiego "przysmaku" staje się senne i ma ochotę na dolewkę. Chcesz żeby Twoje dziecko wypiło kubek kawy posłodzony 12 łyżeczkami cukru? Wystarczy dać mu 2 szklaneczki coli, bo tyle właśnie kofeiny i węglowodanów prostych one dostarczają.
Nie mówię, że jeśli wypijesz szklankę coli raz na miesiąc to następnego dnia rano nie wstaniesz z łóżka, ale picie jej kilka razy w tygodniu czy nawet codziennie, może powodować skutki zdrowotne dla naszego organizmu. Że już nie wspominając o dodatkowych kilogramach które pojawiają się "znikąd". 


zdrowy napój

WODA I WODY SMAKOWE

Woda jak wszyscy wiedzą jest zdrowa. Doskonale nawadnia organizm, jesteśmy przecież w dużej części z niej zbudowani. Nie zawiera żadnych kalorii, więc możesz ją pić bez wyrzutów sumienia nawet jeśli jesteś na diecie. Dostarcza natomiast mikro i marko elementów, co stanowi świetne ich uzupełnienie w diecie. Oczywiście różne wody mineralne mają różny skład tych dobroczynnych dla nas pierwiastków, dlatego przed wyborem wody odpowiedniej dla siebie przeczytaj co jest napisane na etykiecie. 
Myślisz, że wody gazowane są złe, a niegazowane nie mają smaku? Nie jesteś w tym sam, ale za to jesteś w błędzie! Tolerancja bąbelków w wodzie u różnych ludzi jest inna. Jeśli więc po wypiciu szklanki gazowanej wody nie masz wzdęć czy bólów brzucha spokojnie możesz ją pić. Jeśli natomiast odczuwasz jakieś dolegliwości, spróbuj wody średnio nasyconej dwutlenkiem węgla, jest ona łagodniejsza dla organizmu ale nadal gazowana. A co z barakiem smaku? Spróbuj do dzbanka wody dodać plastry cytryny czy pomarańczy, listki mięty albo w sezonie truskawki czy maliny. Gwarantuję, że wtedy woda nabierze przyjemnego smaku, a z czasem tak się do niej przyzwyczaisz, że z chęcią będziesz ją popijać również bez żadnych dodatków.
Tylko pod żadnym pozorem zamiast dodać do wody mineralnej soku z cytryny nie kupuj cytrynowej wody smakowej! Po pierwsze nie zawierają one wcale soku, a jedynie aromaty cytrynowe, więc nie smakują, a jedynie pachną jak cytryna. Po drugie zawierają dodatek cukru (łyżeczka na szklankę) i innych substancji słodzących, a co za tym idzie ich kaloryczność wzrasta od zera dla zwykłej wody do 31 kcal w jednej szklance wody smakowej. To samo oczywiście dotyczy wszystkich innych smaków, po prostu zmienia się zapach aromatów. 



Co zatem kupować? Najlepiej wodę, którą dobrze jest mieć zawsze pod ręką i popijać małymi łyczkami co jakiś czas. Co jednak jeśli nie lubisz samej wody? Moim osobistym ulubieńcem jest sok pomarańczowy z wodą, w proporcji 1 część soku i 2 części wody. Ma dużo mniej kalorii niż sam sok, a smakuje obłędnie. Jeśli wykorzystamy do tego napoju wodą gazowaną smakuje identycznie jak napoje typu fanta! Nie wierzysz? Sprawdź, a na pewno Ci zasmakuje.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Dieta cud - dlaczego nie istnieje?

Każdy z nas lubi proste rozwiązania - gotowe dania sprzedawane w hipermarketach, kremy 10 w 1, samo leczenie z google zamiast wizyty u lekarza. Tak samo jest z dietami. Po co chodzić do dietetyka i płacić mu nie wiadomo za co, skoro można znaleźć tak wiele "cudownych" diet w internecie?
dieta cud

Właśnie dlatego, że nie są one wcale takie cudowne...

Gdyby odchudzanie było tak proste jak twierdzą "specjaliści" z internetu, 3/4 dietetyków byłoby bez pracy. Jednak prawda jest zupełnie inna, bo jest to coraz lepiej rozwijający się zawód. Odchudzanie jest długotrwałym procesem, a dieta nie powinna trwać 3 tygodnie, tylko być zmianą nawyków żywieniowych na całe życie. Powinna być racjonalna, zdrowa i dopasowana indywidualnie do każdego, a nie być zbiorem "magicznych" produktów wymyślonych przez jej autora. Na dłuższą metę powinna też składać się z założeń których należy przestrzegać, a nie gotowych potraw. I przede wszystkim nie powinna kojarzyć się z wyrzeczeniami, a być jedynie zmianą na lepsze.

Ale taka zmiana nawyków na całe życie brzmi strasznie. Jakby było to coś trudnego, nie do osiągnięcia przez zwykłego człowieka. Dlatego tak chętnie sięgamy po diety cud, bo dużo łatwiej jest nam wyobrazić sobie, że nie będziemy jeść naszej ukochanej czekolady przez 3 tygodnie, niż przez całe życie (o tym, że racjonalna dieta wcale nie oznacza zrezygnowania z ulubionych potraw napiszę w najbliższym czasie).

No dobrze, ale czy w ogóle da się schudnąć na diecie cud? Oczywiście, że tak. Dlatego są one tak popularne. Gwarantują , że jeśli będziesz rygorystycznie przestrzegać ich założeń to stracisz kilka kilogramów. Wielu osobom udaje się na te 2 czy 4 tygodnie zmienić swoje przyzwyczajenia dzięki czemu chudną te 2 czy 8 kg. Ale co potem? Co gdy dieta się skończy?

Wtedy właśnie występuję efekt jo-jo, równie popularny co wszelakie diety. Na czym on właściwie polega?

Nasz organizm nadal ma pewne mechanizmy zabezpieczające, które pozostały mu po naszych przodkach z czasów prehistorycznych. Wtedy ludzie odżywiali się bardziej cyklicznie, tzn. były okresy, kiedy najadali się do syta mięsem i tłuszczem z upolowanych zwierząt, a następnie okresy, kiedy głodowali, bo brakowało im pożywienia. Ich organizmy wykształciły, więc mechanizmy, które pozwalały im przeżyć. Kiedy pożywienia było pod dostatkiem organizm gromadził tłuszcz, żeby mieć z czego się żywić kiedy nie będzie dostawał odpowiedniej ilości energii, a w okresie głodu, spalał tkankę tłuszczową, żeby przeżyć. I właśnie ten mechanizm spędza sen z powiek wielu współczesnym osobom. Jeśli ktoś stosuje głodówki czy diety 1000 kcal jego organizm uaktywnia ten mechanizm -> działa na swoich rezerwach, spala tłuszcz i wydala wodę -> chudniemy. Jednak kiedy dieta odchudzająca się kończy, organizm przechodzi w druga fazę -> gromadzi tłuszcz w dużych ilościach, bo przygotowuje się na kolejny okres głodu i chce mieć większe rezerwy następnym razem. Można powiedzieć, że obawia się kolejnej głodówki, więc woli się dobrze na nią przygotować. I wtedy właśnie pojawia się efekt jo-jo, czyli po diecie ważymy jeszcze więcej niż przed nią.

dieta cud
Więc jak ustrzec się przed tym? Dostarczyć organizmowi tyle kalorii i składników odżywczych ile potrzebuje do funkcjonowania. Nie więcej, nie mniej. Taka dieta jest właśnie najzdrowsza, bo nie mamy czego magazynować, cała energia, którą dostarczamy z pożywieniem jest wykorzystywana na oddychanie, pracę serca, mięśni, myślenie itd, a organizm pozostaje dostatecznie odżywiony, niczego mu nie brakuje. Jeśli natomiast chcemy schudnąć, tą optymalną wartość można obniżyć o 500-1000 kcal w ciągu dnia, ale nie więcej! Czy jest to trudne? Nie, ale potrzebna nam jest do tego pomoc specjalisty, który określi ile kcal powinniśmy spożywać i nauczy jakie produkty zapewnią nam tą ilość.

Jeśli przeciętna osoba powinna spożywać ok. 2000 do 2500 kcal na dobę, a przeciętna osoba z nadwagą spożywa 3000 albo i więcej, to jeśli zejdziemy do 1000 kcal jak proponuje większość diet cud to jest to tylko 1/3 naszego dotychczasowego pożywienia! Po pierwsze jest to szok dla organizmu, który jest na mocnym głodzie energetycznym, więc spowalnia pracę mięśni, czujemy się ospali i zmęczeni, pogarsza się nam nastrój, bo cała energia jest zużywana na podtrzymanie naszego życie i na takie "fanaberie" jak logiczne myślenie prawie nic nie zostaje. Po drugie my sami wiemy, że coś jest nie tak, marudzimy, że diety są straszne i ciężkie, że jesteśmy cały czas głodni. Nie ma się czemu dziwić...

Co dają nam diety cud? Kilka kilo mniej w szybkim czasie. W sam raz, żeby wcisnąć się w tą piękną suknię kupioną specjalnie na ślub czy sylwestra. Ale kiedy na przyjęciu wpakujemy w siebie tonę pysznego jedzenia, a po powrocie do domu wrócimy do sposobu odżywiania sprzed diety, nadmiar kilogramów nie tylko do nas wróci, ale i powiększy się. Może właśnie wtedy dobrze byłoby udać się po radę do dietetyka?



niedziela, 4 stycznia 2015

Czekoladowe ciasto z chia

ciasto czekoladowe


O cudownych właściwościach szałwii hiszpańskiej pisałam już tutaj. Dzisiaj chciałabym zaproponować Wam wypróbowanie dietetycznego ciasta czekoladowo-owocowego z tymi nasionkami. Dlaczego dietetycznego? Bo w swoim składzie nie zawiera ani jajek ani masła czy oleju, które najbardziej podbijają kaloryczność wszystkich wypieków. Ciasto w smaku nie różni się od swoich bardziej tuczących odpowiedników, jedynie jego konsystencja jest trochę piankowato-żelowa ( co jest skutkiem użycia chii). Myślę jednak że dla osób, które chcą zaoszczędzić kalorie i zjeść deser bez wyrzutów sumienia, nie będzie miało to znaczenia.

Ja do ciast użyłam mrożonych malin, ale równie dobrze sprawdzą się truskawki, borówki czy czarne jagody. Oczywiście w sezonie proponuję wykorzystanie świeżych owoców, ale zimą mrożonki też będą odpowiednie.

Tabela wartości odżywczej : 


Produkt
Energia - kalorie
Białko
Tłuszcz
Węglowodany
Wartości dla 1 kawałka
167,9 kcal
4,5 g
1,5 g
31,7 g

Składniki: 
ciasto czekoladowe


  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżki kakao w proszku
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki nasion chia
  • szklanka wody
  • 300g owoców jagodowych (np. malin)
  • 4 łyżki miodu
Sposób przygotowania :

1. Nagrzać piekarnik do 200oC. Tortownicę lub inną blaszkę w której będziecie piec ciasto wyłożyć papierem do pieczenia. 

2. Do dużej miski przesiać przez sitko mąkę, następnie kakao. Dodać proszek do pieczenia, sól i nasiona chia. Wszystko wymieszać dokładnie łyżką. 

3. Do blendera wrzucić owoce ( jeśli używacie mrożonek, trzeba je wcześniej rozmrozić ) i zalać wodą. Zmiksować na płynną, gładką masę. Dodać miód i miksować, aż do jego rozpuszczenia. 

4. Wlać płynne owoce z miodem do miski z suchymi składnikami i wymieszać mikserem lub ręczną ubijaczką tak, żeby nie było grudek.

5. Wylać ciasto do przygotowanej wcześniej blaszki i wstawić do ciepłego piekarnika. Piec przez ok. 30 minut, przed wyjęciem najlepiej sprawdzić patyczkiem czy ciasto jest upieczone. 


ciasto czekoladowe

piątek, 2 stycznia 2015

Nasiona chia - najnowsza moda dietetyczna

szałwia hiszpańska
Nie słyszeliście jeszcze o tych małych, ciemnobrązowych nasionkach zwanych również szałwią hiszpańską? U nas dopiero zyskuje na popularności, ale na zachodzie jest już mocno rozpowszechniona dzięki swojej roli w odchudzaniu i bardzo korzystnemu składowi. Jest to roślina pochodząca z Meksyku i Gwatemali, której prozdrowotne działania zostały udowodnione w wielu badaniach. Jednak jej właściwości były wykorzystywane na długo przed pojawieniem się laboratoriów, bo już za czasów Azteków.

Jakie ma zalety i czemu stała się tak popularna?

1. Jest bogata w nienasycone kwasy tłuszczowe

Zwłaszcza omega-3 i omega-6 które są niezbędne w diecie każdego z nas. Jednak przeciętny Polak spożywa ich zbyt mało, więc nasiona chia mogą być bardzo dobrym dodatkiem do codziennych potraw. Nasionka te są też źródłem kwasu alfa-linolowego który zapobiega rozwojowi raka i chorób serca. Nie zwiera też w ogóle cholesterolu, a ponadto składniki w nich zawarte zmniejszają poziom cholesterolu całkowitego we krwi.

2. Jest bogata w białko

Choć nie jest ono pełnowartościowe (tzn. nie dostarcza nam wszystkich potrzebnych składników) to jest bardzo dobrej jakości. Może więc stanowić istotny dodatek do diety z którego na pewno zadowoleni będą wegetarianie.

3. Pomaga leczyć cukrzycę

Jedne z najnowszych badań nad tymi niezwykłymi nasionami dowodzą, że mogą one również pomagać w leczeniu cukrzycy typu 2, która jest coraz większą zmorą naszych czasów. Dzieje się tak, gdyż chia normalizuje oporność komórek organizmu na insulinę oraz spowalnia wchłanianie węglowodanów.

4. Zawiera dużo błonnika

Nasiona chia bogate są w błonnik regulujący nasz układ pokarmowy, więc nawet jeśli spożyjemy ich niewielką ilość, nasz organizm nam za to podziękuję. 1 łyżka nasion chia zawiera tyle samo błonnika co 2 kromki chleba razowego czy ½ szklanki płatków owsianych.

5. Dostarcza organizmowi wielu składników mineralnych

Nasiona zwierają szczególnie dużo wapnia i fosforu, który wzmacnia kości i zęby. Mają w sobie też witaminę B3, E, żelazo i magnez. 

6. 'Pęczniejące” właściwości. 

Szałwia jednak najbardziej lubiana jest za to, że te małe ziarenka po kontakcie z płynem (np. wodą czy mlekiem) tworzą swego rodzaju żel, który przypomina konsystencją pianki. Po spożyciu ten żel rozpycha nam żołądek, dzięki czemu czujemy się syci po spożyciu mniejszej porcji jedzenia niż normalnie. W dalszym odcinku przewodu pokarmowego ta żelowa osłonka ochrania pokarm przed działaniem enzymów trawiennych, więc jest on dłużej przetwarzany w naszych jelitach. Co za tym idzie, organizm wolniej wchłania węglowodany (co jest dla nas bardzo korzystne, dzięki temu obniża się indeks glikemiczny potrawy) a do tego ma więcej czasu aby pobrać też dużo więcej składników mineralnych. 


7. Z powodzeniem zastępuje jajka i tłuszcz we wszelkich wypiekach.

Moim osobistym ulubieńcem wśród jej właściwości jest to, że dodatek 1 czy 2 łyżek tych nasionek do ciasta pozwala nam na całkowite zrezygnowanie z kalorycznych dodatków. Moim zdaniem zmiana smaku jest niewyczuwalna, inna jest niestety konsystencja ciasta, które staje się bardziej piankowe. Jednak jest to zmiana jak najbardziej do zaakceptowania, szczególnie jeśli pomyśli się o tych wszystkich zaoszczędzonych kaloriach. Przepis na takie dietetyczne ciasto z ziarnami szałwii przedstawię w kolejnym wpisie.  


Te wszystkie cudowne właściwości szałwii hiszpańskiej są wykorzystywane przez ludzi na całym świecie, zwłaszcza przez sportowców i osoby odchudzające się. Z powodzeniem można ją dodawać do owsianki, musli na mleku czy jogurcie, do wszelakich koktajli, ciast, wypiekanego samodzielnie chleba i wszędzie tam, gdzie nasiona będą miały kontakt z płynem i napęcznieją. Niektórzy dodają je nawet do wody z cytryną wypijanej codziennie rano, ale nie jest to moje ulubione rozwiązanie... 


Chię można kupić w internecie lub w sklepach ze zdrową żywnością. Jest ona łatwo dostępna, wystarczy tylko wiedzieć, gdzie jej szukać. Ceny wahają się od 20 do nawet 50 zł za kilogram, więc proponuję sprawdzić oferty w kilku miejscach przed kupnem. Taka kilogramowa paczuszka powinnam nam starczyć na ok. 2 miesiące.


Spożycie 1 łyżki szałwii hiszpańskiej dziennie nie obciąży naszego portfela i pewnie nawet nie poczujemy jej smaku, ale nasz organizm będzie nam za to wdzięczny.